wtorek, 30 grudnia 2014

Chapter 3 - Świństwo

Bzzz... Bzzz... Bzzz...
-Oh, budzik... - pomyślałam.
Ledwo co wstałam. Wtorek. 7;20.
Dobra, muszę się ogarnąć. Spojrzałam na telefon i odrazu przypomniał mi się "Styles". Szlag.
Spięłam grzywkę do góry, umalowałam się i ubrałam mój ulubiony fioletowy sweter, krótkie, jeansowe spodenki i białe conversy.
Pi, pi - tak, ten dźwięk oznaczał, że autobus już jest pod domem.
Stylesa nie było, pewnie jeździ jakąś swoją furą, kurna. Spotkałam Sunny.
-Siemaneczko! - przywitała się wesoło koleżanka.
-Hej... muszę ci coś powiedzieć. - oznajmiłam.
-Ale... coś się stało? Mam się bać? 
-Nie wiem. Wczoraj, jak wracałam ze szkoły spotkałam tego całego Stylesa...
-Boże! Harrego? Yhm... Coś się do ciebie czepiał? - mówiła zakłopotana Sunny.
-Nie... to znaczy... 
Opowiedziałam jej wszystko zanim podjechałyśmy pod szkołę. Dziewczyna była zaskoczona.
Wysiadłyśmy szybko i poszłyśmy na lekcje. Na drugiej przerwie dostałam sms'a.



Piękna?! WTF. Zaczynam się go bać. Z resztą pomiędzy Sunny a Harrym coś musi być, bądź było...
-Ej... Patrz. - pokazałam sms'a Sunny.
-O mój boże! Przecież on ma dziewczyne a do ciebie zarywa... Harry Styles w samej osobie do ciebie... Nie chodzi o to Amy że jesteś brzydka, ale czemu do CIEBIE?! - odpowiada strasznie zdziwiona dziewczyna.
-Pójdę tam.
-Oszalałaś? Nie wiadomo co temu głupiemu człowiekowi do głowy strzeli...
Po tej krótkiej rozmowie "wyruszyłam" na spotkanie. Moje ręce były całe mokre od stresu, i do tego głowa mnie napieprzała jak cholera.
Okej. Jest tam. 
Schowałam się za rogiem, ale przełamałam swój strach. Poszłam.

-Cześć... - powiedziałam cicho, ale z uśmiechem do chłopaka.
-Oh... Jesteś. - Harry odwzajemnił uśmiech.
-Hmm. Byłam ci do czegoś potrzebna?
-Chodzi o domówkę. Zależy mi żebyś była.
-Ledwo cię znam. Chociaż w sumie widzę sie trzeci raz na oczy. Nie znamy się - powiedziałam z dezaprobatą.
-Wiem. Może wyskoczysz gdzieś po szkole? - zapytał zaciskając szczękę. Jakby niechybnie się zdenerwował.
Odwróciłam się.
-Dlaczego stoisz do mnie tyłem? - zapytał budząc w sobie agresje.
-Bo tak mi się podoba. O co ci chodzi?! - stałam wciąż tyłem.
-A mi się nie podoba, że mnie olewasz.
-W dupie cię mam. - powiedziałam odrazu żałując.
Chłopak gwałtownie odwrócił mnie do siebie.
-Słuchaj, w tej szkole mnie się tak nie traktuje. - mocno chwycił za nadgarstek, na jego szyji pojawiły się żyły. Jakby miał zaraz wybuchnąć! 
-Zostaw mnie... - wyszeptałam.
Harry nie wiedział co to litość. Po moich oczach widział, że byłam przerażona. Jednak nie ustępywał. Był zły. 
Nagle rozległ się głos.
-Zostaw ją! - a była to Sunny. - Nie rób jej nic złego. Ona nie zasłużyła na to sobie. Tak jak i ja. Nie chce, żeby przeze mnie miała kłopoty. Zostaw ją - wybuchła płaczem.
W prawdzie, to co robił Harry bolało, ale nie miałam takiego uczucia, jakbym miała zaraz umierać. Coś musi się dziać w tej szkole...
-Kurwa mać! Pierdolę! - puścił moją rękę. I odszedł. Odszedł tak po prostu. Ze szkoły.
To był koniec tego dnia. Koniec. Razem z Sunny rozpłakałyśmy się jak dzieci, po wyjściu Harrego.
***
Następnego dnia, nie poszłam do szkoły, bo po dwóch dniach chodzenia do tego liceum, zraziło mnie to. Miałam ochotę leżeć w łóżku do pierdolonego południa.
I tak zrobiłam.
Kiedy tak leżałam i myślałam, usłyszałam dzwonek do drzwi, ale moja mama otworzyła (wolny dzień od pracy). Usłyszałam tylko jedno zdanie.
-Siema. Zawoła pani Amy?
Znałam ten akcent. Harry.



___________________________
Cześć to już 3 rozdział.
Jeśli przeczytałeś/aś zostaw komentarz :)
DZIĘKUJE 

5 komów - next ^.^

sobota, 20 grudnia 2014

Chapter 2 - Kto to był?

Następny dzień. Wstałam jak zwykle wyglądając jak potwór...
Zaraz, zaraz... KTÓRA GODZINA?! JUŻ 7;30?!
Szybko zbiegłam po schodach na dół. Rodzice wyszli już dawno, a ja stałam jak ten cwel. Znowu pobiegłam na górę. Spojrzałam przez okno. Raz, dwa wybrałam ubrania. Termometr zewnętrzny wskazywał 25 stopni. Założyłam luźny, zwiewny t-shirt i krótkie jeansowe spodenki. Tempo było magiczne. Gdy, się ubrałam godzina to była 7;40. Następnie poszłam umyć zęby, uczesałam włosy w szybki kucyk i wyszłam. Nie wiem jak zdążyłam wyrobić się w 20 minut, bo zwykle to robie jakieś czterdzieści... 
Autobus szkolny już stał przed domem. Wbiegłam i zaczęłam szukać miejsca. W pojeździe było wiele ludzi... Zaczynając od całujących się par, do otyłych, piegowatych dzieciaków. Zupełnie nie wiedziałam gdzie mam usiąść, aż wkońcu znalazłam miejsce obok pewnej zamyślonej szatynki...
-Cześć. - odwróciła wzrok od szyby autobusu.
-Cześć. - odpowiedziałam.
-Jesteś tu nowa? - zapytała z zainteresowaniem. Jej oczy wyglądały na wiecznie rozmarzone.
-No w sumie. Masz jakieś imię? 
-Jestem Sunny a ty? - popatrzyła na mnie dziwnie.
-Amy.
Siedziałaśmy jeszcze chwilę w spokoju, aż wkońcu wypadł nasz przystanek. 
Grighandoom High School. Wysiadłyśmy razem, po czym Sunny oznajmiła.
-No to co, mamy jeszcze trochę do dzwonka. Chodź oprowadzę cię.
Spojrzałam na nią z aprobatą i poszłyśmy. 
Szkoła była wielka. Niektórzy patrzyli się na mnie jak na dziwaczkę, inni obojętnie. 
Sunny zwróciła się do woźnej, z wiadomością, że jestem nowa w szkole. Pani sprzątająca dała jej kluczyk, a ona wręczyła mi.
-Chodź pokażę ci twoją szafkę. - powiedziała nowa znajoma.
Szłyśmy przez długi korytarz, aż ktoś rzucił w naszą stronę.
-Ej, Słonko przyprowadziłaś tu kolejną ofiarę? Hehe. 
-Zamknij twarz, Styles. - powiedziała ponuro i cicho Sunny.
-Coś ty powiedziała?! - podszedł w jej stronę chłopak. Złapał ją gwałtownie za ramię. Bałam się cokolwiek powiedzieć.
-Jeszcze raz sobie na takie coś pozwolisz to zobaczymy. Wszyscy się dowiedzą. Nie pamiętasz?! - powiedział spokojnie "Styles". Ale to była tylko "cisza przed burzą".
Sunny pokiwała głową i odeszłyśmy. 
-Kto to był? - zapytałam ze zdziwieniem.
-Nie ważne. Nie pytaj się okej? - powiedziała ze smutkiem koleżanka.
Odmilkłam. Postanowiłam nic nie mówić, ale pomyślałam sobie na przyszłość, że muszę ją o to zapytać. Tylko trochę później.

***
Po szkole wracałam zupełnie sama. Było ciemniej niż zwykle, może dlatego że wszędzie były chmury. Nie odwracałam się za siebie, ale słyszałam jakieś kroki za sobą. Coraz bliżej i bliżej...
-Cześć... 
Odwróciłam się gwałtownie. Zobaczyłam za sobą wcześniej spotkanego w szkole "Stylesa".
-Harry jestem tak w ogóle... - ciągnął.
Bałam się, dlatego nic nie mówiłam.
-Może dasz się zaprosić na małą domówkę? W sobote u mnie.
-Nie znam cię. 
-No dawaj. Nie bój się.
Wyciągnął rękę. Zabrał mój telefon, który trzymałam w ręku. Coś wpisywał do swojego.
-Napiszę. - powiedział. Odwrócił się i poszedł.




Zapraszam do komentowania ;>
4 komy- next ;*

czwartek, 6 listopada 2014

Chapter 1 - Przeprowadzka


-Pośpiesz się! - mówiła do mnie mama, kręcąc głową - za pół godziny mamy samolot, a my nawet jeszcze nie wyjechaliśmy z domu.
-No, czekaj... - powiedziałam, pakując ostatnie rzeczy do walizki.
Tata czekał już przed domem i trąbił.
Wyszliśmy. Pobiegłam odrazu do bagażnika odkładając dwie ostatnie walizki.
Mama szeptała coś do taty, że sie guzdrzę.
Eh, cieszyłam się wkońcu, że wyjeżdżamy już z tego okropnego miasta...
Cholernie chciałabym zapomnieć o tym miejscu. Najgorsze dzieciństwo, najgorsze marzenia i najgorsza miłość. Jesteśmy.
-Szybko! - pośpieszała mama.
Wzięłam swoje dwie walizki i ruszyłam w stronę biletów. 
-Witamy. Samolot pierwsza klasa do Nowego Jorku? - zapytała pani obsługująca podróżników.
-Tak, oczywiście. - powiedział tata.
Nie byliśmy ubogą rodziną. Zawsze mieliśmy pieniędzy w dostatku. Tata pracował w Nowym Jorku. Miał swoją firmę z częściami samochodów. Mama była stomatologiem. Ale przecież to nie było ważne. Cieszyłam się jedynie z tego, że nie muszę już powracać do San Jose.
W samolocie zasnęłam i śniło mi się jedynie fioletowe niebo z gwiazdami. Obudziłam się tak dwie godziny później. 17.45.
Zrobiłam sobie standardowo #SELFIE.
Tak. Wiem, nie było idealne.
Jecieliśmy jeszcze tak przez półtorej godziny. Aż wkońcu dotarliśmy!
-Okej. Teraz walizki i hop do nowego domku - ucieszyła się mama. Jak widać tak samo miała dość San Jose.
Nasze nowe miejsce zamieszkania było prześliczne. Aż chciało się mieszkać. Cudowna willa z basenem, ogrodem... Poprzedni właściciele chyba naprawdę mieli wielki powód, aby z tąd odejść.
Weszłam. W środku było jeszcze piękniej niż na zewnątrz. Beżowe ściany. Kominek. Wielkie okna. A i jeszcze schody. Najbardziej byłam ciekawa piętra. Tata już wszystko urządził. 
Weszłam do pierwszego pokoju, ale tam stało wielkie łóżko małżeńskie. Pomyślałam, że pewnie rodziców. Przeszłam dalej. Łazienka. Trzasnęłam drzwiami. I wkońcu trzecie pomieszczenie. Ah... Mój pokój! Cudowne fioletowe ściany, zasłony, biurko, wielka szafa, regał z książkami i najwygodniejsze łóżko na jakim leżałam!
Przez okno widziałam nieruchliwą ulicę, kilka przechodniów na pobliskim chodniku, a w oddali park. Była wiosna, także wszystko zieleniało.
Zeszłam na dół, po moje rzeczy, narazie nie chciało mi się rozpakowywać, dlatego postanowiłam pocieszyć się łóżkiem, więc walnęłam się na nie i tak leżałam do wieczora. Jutro nowa szkoła. Nie wiem czy wytrzymam ten dzień. Nie nawidzę zawierać nowe znajomości, bo mogą się okazać więcej fałszywe, niż to sobie wyobrażam.



--------------------------------------------
No siema. Już pierwszy rozdział. Wiem, mało ekscytujący,
ale pierwszy rozdział zawsze taki i ta przeprowadzka.
Już niedługo drugi rozdział.


4 komów - NEXT :>

środa, 5 listopada 2014

PROLOG
Amy to zagubiona w życiu i pełna realizmu szesnastoletnia dziewczyna. Od zawsze nie radziła sobie z upokorzeniami i oblęgami ze strony innych koleżanek ze szkoły. Była raz nieszczęśliwie zakochana i na tyle jej wystarczy. Lecz pewnego dnia, kiedy idzie do nowej szkoły, na jej drodze zaskakuje ją tajemniczy chłopak... 

Już wkrótce pierwszy rozdział! :)
BOHATERZY 

Amy 









Harry

 







                                                            Zayn                                                                                              

                                                                                                                                                        
Sunny
 
  





Katie